Prof. Osiatyński: lustracja ma służyć pojednaniu
03-07-2007Lustracja, tak jak w innych krajach postkomunistycznych, ma służyć odnalezieniu prawdy i nazwaniu nieprawości, a w konsekwencji pojednaniu - mówił we wtorek prof. Wiktor Osiatyński na debacie o kształcie lustracji po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Jego zdaniem, dziś lustracja w Polsce powoduje narastanie konfliktu społecznego.
Debatę na temat lustracji zorganizowała we wtorek w Warszawie Fundacja Batorego. Uczestniczyli w niej oprócz prof. Osiatyńskiego senator Zbigniew Romaszewski, prof. Andrzej Rzepliński i prof. Marek Zubik.
"Pomieszano lustrację z ujawnianiem dokumentów służb PRL, połączenie tych dwóch ustaw spowodowało gigantyczny problem" - ocenił Romaszewski. Powtórzył on, że uzasadnienie majowego wyroku TK w wielu miejscach jest niejasne. "Ono sprawia wrażenie pisanego przez różne osoby o różnym poziomie wiedzy i kompetencji" - dodał.
Stawiając pytanie, po co robi się lustrację, Romaszewski uznał, że służby specjalne państwa totalitarnego naruszały drastycznie prawa człowieka, często będąc wręcz zarodkiem przestępczości zorganizowanej. "+Pershing+ był przecież normalnym więziennym kapusiem" - dodał. Według niego, "można mówić, że nie ma żadnego układu, ale on jest", dlatego powinien być ujawniony.
Odnosząc się do lustracji dziennikarzy, Romaszewski powiedział, że nad tym zawodem wisi piętno prawa prasowego z 1984 r., które nie zostało do dziś zmienione. "Trudno narzucić dziennikarzom nową ustawę. Ale skoro sami nie zadbali, żeby słowo dziennikarz brzmiało dumnie, to mamy problem" - dodał.
Według Osiatyńskiego, po wyroku TK lustracja w Polsce znalazła się w punkcie wyjścia, czyli w sytuacji, gdy najrzadziej kwestionowana pozostaje potrzeba badania przeszłości osób pełniących funkcje publiczne. Zauważył zarazem, że sondaże wskazują na coraz większe zmęczenie opinii publicznej informacjami na ten temat i coraz częstsze uznawanie ich za temat zastępczy.
"W lustracji chodzi o to, by oddzielić zdrajców od ludzi porządnych - tych, którzy nie współpracowali i tych, którzy we współpracę zostali uwikłani, ale nikogo nie skrzywdzili" - powiedział.
W opinii prof. Rzeplińskiego, Trybunał ograniczając lustrację do sfery czysto publicznej, a wyłączając z niej osoby działającej w sferze prywatnej, "wydał wyrok mądry, prawy i sprawiedliwy". "Bo inaczej, czemu nie mielibyśmy lustrować arbitrów gospodarczych, rozstrzygających spory o grube miliony między firmami, czemu nie lustrujemy królów cygańskich, którzy zwyczajowo rozsądzają spory między Romami, często o poważniejsze sprawy niż sądy?" - pytał retorycznie.
Odnosząc się do kwestii katalogów osób uznawanych przez specsłużby PRL za agentów, które IPN miał publikować według zaskarżonej ustawy, Rzepliński uznał, że byłaby to sytuacja, w której "instytucja publiczna miała tworzyć +listę osób niesłusznych+". Przyznał on, że konstytucyjna wolność słowa i badań naukowych pozwoli w istocie prywatnym osobom sporządzać i publikować takie listy, ale - jak podkreślił - "nie będzie za nią stał autorytet instytucji publicznej, za którym autor takiej listy będzie mógł się skryć". "W Niemczech list współpracowników nie było" - dodał.
Prof. Marek Zubik przypomniał, że TK już we wcześniejszym wyroku podkreślał, iż niekonstytucyjne jest publikowanie jedynie tej części oświadczenia lustracyjnego, w której lustrowany przyznaje się do współpracy ze służbami specjalnymi PRL, ale nie publikuje drugiej części oświadczenia, w której lustrowany precyzuje szczegóły kontekstu tej współpracy.
« wstecz | więcej aktualności »











